zamknij tą reklamę

Czy polubiłeś nas już na facebook?

Aktualność - Powrót do podstrony Aktualności

Ratownictwo medyczne

Publikacja: 21-08-2015 13:08

Czy ratownicy USAR docierają z pomocą zbyt późno?

Międzynarodowe grupy poszukiwawczo ratownicze USAR docierają zbyt późno żeby uratować dużą liczbę poszkodowanych. Tak twierdzi biorący w tego typu zdarzeniach ratownik Benjamin Gilmour. W jednym z udzielonych wywiadów mówi że nadszedł czas na zmianę podejścia do organizacji i sposobu udzielania pomocy w katastrofach.

Co roku rządy krajów rozwiniętych wydają nieefektywnie setki miliony dolarów na pomoc w przypadku katastrof. W związku z tym eksperci zajmujący się zarządzeniem kryzysowym zaczęli podważać skuteczność międzynarodowych grup poszukiwawczo ratowniczych funkcjonujących w obecnej formie. Stany Zjednoczone, aby utrzymać jednostki USAR wydają ponad 2,5 miliona dolarów. Dzięki temu w gotowości utrzymywany jest 70 ratowników i 20 ton sprzętu. Jednostki te docierają na miejsce katastrofy po czasie 24 godzin od zdarzenia. To zbyt późno, aby wpłynąć na zmniejszenie śmiertelności w tego typu zdarzeniach. Chociaż zawsze jest szansa że pewna liczba poszkodowanych uwięzionych w pustych przestrzeniach gruzowiska przeżyje nawet tydzień po katastrofie, to jednak większość doznaje ciężkich obrażeń ciała i potrzebuje natychmiastowej pomocy. W masywnych obrażeniach ciała, do jakich dochodzi w tego typu katastrofach okno przeżycia określane jest tak jak w przypadku innych wypadków na około godzinę. Dwoma najczęstszymi przyczynami zgonu w tego typu zdarzeniach jest bowiem niedrożność dróg oddechowych i krwotok niekontrolowany. Jak podaje amerykański ratownik te doniesienia potwierdza praktyka i doświadczenia z tsunami w 2004 roku. Do miejsca pomocy, pacjenci których dało się uratować docierali w ciągu pierwszych godziny od zdarzenia. Ponad dzień później ratownicy przywozili już tylko zwłoki.

Analizując dane z ostatnich lat, w tym te z japońskiego tsunami (2011), trzęsienia ziemi w Gujarat (2001) i Pakistanie (2005) pokazuje, że obecny model reakcji jednostek USAR przynosi niedostrzegalne korzyści. W 2003 roku w Iranie działało ponad 40 zespołów z całego świata odnajdując garstkę żywych osób zaś w Indonezji w 2009 roku podobna liczba zespołów nie znalazła nikogo żywego. Po trzęsieniu ziemi na Haiti obliczono, że koszt działania międzynarodowych jednostek poszukiwawczo ratowniczych to 1 milion dolarów na 1 uratowaną osobę.

Priorytetem postępowania w tego typu zdarzeniach jest „to, co najlepsze dla jak największej liczby osób”. Jeżeli więc uwzględnimy koszty to za te kwoty mogą być przeszkolone setki miejscowych ratowników, którzy dotrą na miejsce zdarzenia zaraz po katastrofie. Niewiele rządów chce jednak inwestować w tego typu potencjał ludzki stacjonując w krajach rozwijających się. Należy pamiętać że 5.8 mln ludzi umiera corocznie z powodów obrażeń ciała i blisko 80% z nich nie jest objęta działaniem odpowiednio zorganizowanego systemu ratownictwa medycznego. Dodatkowo obrażenia ciała wedle WHO mają stać się główną przyczyną zgonów na świecie w ciągu najbliższej dekady. Krajami najbardziej narażonymi na katastrofy są w przewadze właśnie takie kraje jak Nepal. Powinny one zostać objęte pomocą umożliwiającą im organizację ratownictwa a w przypadku braku takiej możliwości odpowiedniego wyszkolenia ludzi i wykorzystania istniejących zasobów od taksówek na ciężkim sprzęcie skończywszy. Segregacja i postępowanie w takich zdarzeniach polegać ma na zapewnieniu jak najlepszej pomocy dla jak największej liczby osób. Działania profesjonalnych międzynarodowych zespołów przybywających kilka dni po katastrofie nie przynosi oczekiwanych korzyści i przyszedł czas na szkolenie miejscowych ratowników także w zakresie działań podejmowanych przez USAR.

Źródło: The Sydney Morning Herald
http://www.smh.com.au/…/nepal-earthquake-rescue-teams-arriv…