zamknij tą reklamę

Czy polubiłeś nas już na facebook?

Aktualność - Powrót do podstrony Aktualności

Ratownictwo medyczne

Publikacja: 30-09-2015 14:09

Bo kroplówka była za słona... coś o przemocy wobec osób udzielających pomocy

Zjawisko przemocy (werbalnej i fizycznej) wobec personelu medycznego, w tym ratowników medycznych i pielęgniarek ratunkowych, staje się coraz bardziej powszechne. Sprawcami są zwykle osoby znajdujące się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających. Kontakt z takimi osobami jest wpisany w specyfikę naszej pracy. Gdzieś jednak jest granica. Kiedy należy powiedzieć dość? Czy prawo na pewno jest po naszej stronie?

Pijani i agresywni pacjenci to nie tylko problem polskich ratowników. W Anglii szerokim echem odbiła się sprawa ratownika medycznego z 13 letnim stażem, który został zwolniony z pracy po tym jak siłą usunął ze szpitalnego oddziału awanturującego się, pijanego mężczyznę. Jego przełożeni uznali, że mimo iż pacjent faktycznie przeklinał i był agresywny w stosunku do innych pacjentów i ratowników, to jednak siła użyta w celu jego obezwładnienia była przesadna i nie wynikała z konieczności obrony własnej. Całe zajście zostało sfilmowane kamerą monitoringu.

W Polsce ustawa o państwowym ratownictwie medycznym daje ratownikom taką ochronę prawną jaka jest przewidziana dla funkcjonariuszy publicznych. W teorii. Istnieje bowiem drobny haczyk, zgodnie z którym z takiej ochrony korzysta osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy lub podejmująca medyczne czynności ratunkowe. Czy zatem, jeśli ratownik będący na dyżurze akurat MCR nie podejmuje to można mu przyłożyć bez większych obaw o naruszenie art. 222 kodeksu karnego? Wiele zależy od interpretacji sądu. Przykładem może być wyrok wydany w październiku 2014 r. przez Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze. Sprawa dotyczyła naruszenia nietykalności cielesnej pracownika SOR-u. Szedł on korytarzem, pchając pusty wózek do przewożenia chorych, gdy w pobliżu wind szpitalnych napotkał pacjenta, któremu chwilę wcześniej odmówiono wizyty u okulisty (i rzekomo z tego powodu był podenerwowany). Na pytanie czy kogoś szuka, pacjent bez słowa uderzył pracownika pięścią w twarz. Według opinii sądu pchanie wózka nie jest udzielaniem pomocy ani podejmowaniem MCR, zatem nie zostały tu wyczerpane znamiona naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego w czasie wykonywania czynności służbowych.  

Co ciekawe, inny sąd uznał za winnego znieważenia funkcjonariusza publicznego mężczyznę, który na stacji pogotowia używał obraźliwych słów w stosunku do napotkanego ratownika... Idącego zrobić sobie herbatę. 
Kampania społęczna dotycząca agresji wobec ratownikówAgresja wobec ratowników
Niestety wyroków skazujących w takich przypadkach jest stosunkowo niewiele, a jeśli już są, to zasądzane kary bywają raczej mało dolegliwe. Nie pomaga to odstraszyć kolejnych potencjalnych agresorów.  We wrześniu 2014 r. Sąd Okręgowy w Toruniu umorzył postępowanie wobec mężczyzny oskarżonego o znieważenie ratowników medycznych uzasadniając, że działał on „pod wpływem impulsu i w sposób nagły, bo był mocno zirytowany”, a słowa „osły”, „barany”, „debile” nie należą do szczególnie obraźliwych. Oczywiście można się tu spierać. Być może gdyby sędziego wydającego taki wyrok nazwać po fakcie osłem, nie poczułby się obrażony (sędzia, nie osioł). Niestety przyzwolenie na drobne zniewagi zachęca do pójścia krok dalej.

Kolejny przykład to wyrok Sądu Okręgowego w Świdnicy z marca 2013 r. Pijany mężczyzna znieważył i szarpał pielęgniarza - członka ZRM. Po apelacji oskarżonego postępowanie umorzono. Ciekawe wydaje się uzasadnienie sądu: „Oczywistym przy tym jest, że zarówno policjanci jak i korzystający z podobnej ochrony prawnej ratownicy medyczni nie muszą znosić agresywnego, napastliwego, wulgarnego zachowania innych osób w związku z wykonywaniem przez nich czynności służbowych. Co więcej, korzystają w tym względzie ze szczególnej ochrony prawnej. Nie sposób jednak nie zauważyć, iż niewątpliwie sprzeczne z prawem, agresywne, niestosowne, a w końcu przestępcze zachowanie się M. D. wynikało (jak się wydaje) wyłącznie z zaistniałej sytuacji, która to (jak to określa sam apelujący) go przerosła.” No to jak? Musimy znosić obelgi czy nie? Korzystamy z ochrony prawnej czy nie? Czyli jak ktoś jest w stresie (i do tego pijany) to może odreagować wyżywając się na ratownikach? Stąd już tylko krok do głośnej sytuacji, która wydarzyła się niedawno na Śląsku. Ratownik medyczny na „dzień dobry” zostaje znokautowany przez „zestresowanego” ojca pacjentki. Nie można go przecież winić, że musiał odreagować.


W ten kanon wpisuje się również wyrok dotyczący zdarzenia z Siedlca z 2010 r. gdzie pielęgniarka podczas próby pobrania krwi od pacjenta została przez niego mocno kopnięta w plecy. Oskarżony został wstępnie uniewinniony gdyż sąd kierując się „doświadczeniem życiowym” uznał, że leżąca i jednocześnie przytrzymywana osoba nie jest w stanie kopnąć kogoś w plecy. Dodatkowo pojawiły się drobne nieścisłości w zeznaniach świadków. Oczywiście mogły one wynikać z faktu, że sąd przesłuchiwał ich dopiero 3 lata po całym zajściu. Na szczęście po apelacji oskarżycieli sprawę przekazano do ponownego rozpoznania.


Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mimo przepisów zawartych w ustawie o PRM, ratownika można obrażać i „szarpać” bezkarnie  bo jest to wpisane w jego zawód a pacjenci są zestresowani. I cóż z tego, że niektóre placówki medyczne wysyłają swoich pracowników na kurs samoobrony, skoro skorzystanie z tych umiejętności może grozić zwolnieniem z pracy? Na szczęście, jeśli przyjąć, że ratownicy to ludzie gotowi do poświęceń, to zgodnie z powszechnie znaną nauką, powinni bez narzekania nadstawić drugi policzek.