zamknij tą reklamę

Czy polubiłeś nas już na facebook?

Aktualność - Powrót do podstrony Aktualności

Publikacja: 02-11-2016 13:11

Z archiwum ratownictwa: zanim ustalono 30:2

Od zarania dziejów człowiek podejmował próby przywrócenia zmarłych do życia. Ponieważ brakowało komitetów rad i towarzystw naukowo zajmujących się resuscytacją próby te najczęściej kończyły się fiaskiem, choć wielu z nich nie można odmówić pomysłowości, a nawet pewnego rodzaju logiki. Przykładowo w starożytności próbowano ożywić ciało poprzez przywrócenie mu odpowiedniej temperatury. W tym celu układano na brzuchu zmarłego ciepłe przedmioty. W 18 wieku topielców odwracano głową do dołu, aby usunąć z płuc wodę. Z kolei Indianie uciekali się do nieco bardziej abstrakcyjnych metod, wypełniając zwierzęcy pęcherz moczowy dymem, a następnie wyciskając ten dym wprost do odbytu zmarłego. Nie ma niestety danych, ilu współplemieńców udało im się w ten sposób uratować. Poniżej znajdziecie kilka najpopularniejszych dawnych metod resuscytacji.

1.       Pierwszy z udokumentowanych sposobów pochodzi już ze starożytności i podobnie jak współczesne wytyczne zakłada zasadę, że „jeśli nie masz pewności czy poszkodowany ma zatrzymanie krążenia to postępuj tak jakby je miał”. Starożytni ratownicy byli przekonani, że najlepiej potwierdzić NZK przy użyciu bodźca bólowego. Nie było to jednak naciśnięcie na mostek ofiary ani też ściśnięcie mięśnia kapturowego, ale zwyczajna chłosta (która w razie potwierdzenia NZK miała też pobudzić ciało do życia). Swoją drogą, dla pewnej grupy współczesnych pacjentów taka metoda oceny przytomności wciąż wydaje się odpowiednia.

2.       Resuscytacja przy użyciu miecha. Metoda ta pojawiła się w 16 wieku i jej różne odmiany stosowane były w całej Europie przez blisko 300 lat. Polegała na wdmuchiwaniu powietrza do płuc ofiary przy pomocy miecha (ręcznej dmuchawy) używanego do rozpalania i podtrzymywania ognia.

3.       Osiemnastowieczna metoda „na beczkę” polegała na rolowaniu poszkodowanego na beczce na zmianę w przód i w tył. Ruchy te miały wymusić zmiany ciśnienia w klatce piersiowej symulujące oddech. Technikę te stosowano głównie u osób podtopionych.


4.       Mniej więcej od 19 wieku zaczęły się pojawiać sposoby sugerujące coraz większą znajomość anatomii i fizjologii człowieka. Uznano wreszcie, że najłatwiej ratować poszkodowanego, gdy leży na wznak. Technikę taką prawdopodobnie po raz pierwszy zastosował francuski lekarz Leroy. Naciskał on na klatkę piersiową i brzuch pacjenta leżącego na plecach co miało wymusić wydech. Zwolnienie nacisku z kolei miało zastępować wdech.

5.       Metoda Silvestra z 1861 do wymuszania oddechu ruchami ramion poszkodowanego (co powodowało ruchy klatki piersiowej) dodała również element przytrzymywania języka w celu utrzymania drożności dróg oddechowych. Co ciekawe w niektórych regionach świata ta technika stosowana jest do dzisiaj.

Przez lata opisano jeszcze wiele innych sposobów resuscytacji, z których większość opierała się na jakiejś formie zmiennego ucisku na klatce piersiowej poszkodowanego w celu wymuszenia fazy wdechu i wydechu. Znaczne postępy w tej dziedzinie poczyniono dzięki Amerykańskiemu Czerwonemu Krzyżowi oraz Państwowej Akademii Nauk. W 1957 na konferencji naukowej uznano wentylację usta-usta za najskuteczniejszy sposób sztucznego oddychania.

Więcej ciekawostek już wkrótce, śledź więc profil https://www.facebook.com/ratuj.edu by wiedzieć więcej!